-Jesteś tylko małą cząsteczką naszego świata. Sam jesteś niezdatny do czegokolwiek.-Tak mówiła mi mama, kiedy byłem mały. Umm... mały to złe określenie, bo od tamtego czasu urosłem tylko dwa milimetry. Jestem kulką należącą do NeoCube, gatunku złożonego z setek neodymowych magnesów, łączących się w wioski. Pozornie jestem taki sam jak wszyscy inni przedstawiciele mojego gatunku w całym wszechświecie. Zbliża się mój 358 dzień mojego życia/egzystencji, moja prawdopodobna śmierć... W jednej godzinie rodzą się na całym świecie tylko dwie kulki, przeznaczone sobie na zawsze. Kiedy umiera jedna, druga nieświadomie idzie w jej ślady. Mówiłem o prawdopodobnym końcu mojego życia, jest on w 99% pewny.
Przez rok bez siedmiu dni magnes musi znaleźć przeznaczoną sobie kulkę. Po ich spotkaniu są nierozłączne, nie umierają w 358 dniu życia, żyją jeszcze przez tydzień. Najpiękniejszy tydzień w ich życiu. W chwili połączenia kulek, powstaje ich wspólne dziecko. Legenda głosi, że ci którzy nie odnaleźli "swojej połówki" umierają dlatego, że ich życie nie ma już sensu. Okres 358 dni ma przygotować do wielkiej radości związanej z powstaniem nowej cząstki systemu, jeśli jest pewność, że nie będzie tygodnia szczęścia wszystko się kończy.
Zostało mi 10 dni, a w najbliższym otoczeniu nie ma ani kulki urodzonej w tej samej godzinie co ja, ani innej wioski NeoCube. Moja przyjaciółka - M ma jeszcze gorzej, jej zostało tylko 7 dni do końca. Mędrcy rządzący naszą wioską, kazali nam czekać, aż przybędą do nas nasi kompatybilni, ale... Naprawdę trudno żyć ze świadomością zbliżającej się śmierci. Nie mieliśmy czasu. Nie mogłem bezczynnie czekać na zbawienie, musiałem coś zrobić. Razem z M postanowiliśmy udać się do najbliższej wioski NeoCube, czyli oddalonej o pięć dni. Niestety, prowadzi do niej trudna i kręta droga, łatwo się na niej zgubić. Czasami kulki pomimo znajomości tej trasy mylą się i tułają się w lesie przez wiele dni, aż w końcu kogoś spotkają. Istniało wielkie prawdopodobieństwo, że podzielimy ich los, ale z jedną różnicą, że tam umrzemy.
Starannie przygotowaliśmy się do drogi. Ekchem...trudno byłoby inaczej, bo u nas wyszykowanie się do podróży polega na wysmarowaniu swojej powierzchni dla lepszego poślizgu.
Toczyliśmy się przez las. Była ładna pogoda, na niebie nie widziałem żadnej chmurki. Było tak przez całą naszą podróż...
Pierwszy dzień drogi przebiegł nam bardzo spokojnie. Przebyliśmy dokładnie taki odcinek jak Mędrzec Q przewidział. Wieczorem zatrzymaliśmy się z boku drogi. Położyliśmy się pod listkiem i próbowaliśmy zasnąć. Nie było to łatwe, mimo długiej drogi nie czuliśmy zmęczenia (bo magnesy się nie męczą), prawdę mówiąc wcale nie potrzebowaliśmy snu, ale od pierwszego dnia istnienia byliśmy uczeni w nocy wyłączać umysł. Nasze spanie nie polega na zamykaniu oczu, czy chowaniu się do skorupy. Nie śnimy też w taki sposób jak organizmy żywe. U NeoCube sny są całkowicie kontrolowane, to ilustracje myśli.
Tamtej nocy, rozmawiałem z M o wątpliwościach dotyczących naszej podróży. -Myślisz, że to wszystko ma sens, że się uda?- zapytała mnie. Mogłem się nad tym pytaniem chwilę zastanowić, ale bałem się, że w pewnym momencie zapomnę o izolowaniu myśli od otoczenia. Zwykle nie miałem z tym problemu, ale ostatnio mój umysł czasami ucieka mi z pod kontroli. Telepatia to cudowna sprawa. Nawet gdybyśmy byli w gigantycznej wiosce, nikt nie słyszałby o czym rozmawiamy, nikt nie wiedziałby o naszym strachu. Odpowiedziałem mojej przyjaciółce: -Nie... to akt naszej desperacji...
Doskonale zrozumiała co mam na myśli, cicho jeszcze szepnęła do mnie -Wariaci razem do końca.
Potem poszliśmy spać i skończył się pierwszy dzień naszej podróży...